Rydzobranie - Folusz 2011
Tegoroczne rydzobranie było szczególne i wyjątkowe. Pierwsza ekipa pod wodzą Prezesa w moim i Lucynki towarzystwie wyjechała późnym popołudniem w piątek. W strugach padającego deszczu dotarliśmy na miejsce spotkania. W ostatniej chwili udało nam się jeszcze zaliczyć smażoną rybkę, jak zwykle była to uczta dla podniebienia.
Czekając na drugą ekipę Prezes zajął się rozpalaniem kominka aby w ten zimny i mokry wieczór miło spędzić czas w cieplutkim otoczeniu. Kaziu, Adam i Małgosia dotarli zmęczeni późnym wieczorem. Polaków nocne rozmowy tym razem nie trwały długo, każdego trapiło jedno: jaką pogodę zastaniemy rano?
Promienie porannego słońca obudziły nas wszystkich. Prezes i Kaziu nie mogli wytrzymać i szybko zebrali się na zwiady „co w lesie piszczy”. A reszta nas czekała na Natalkę i Anię, które miały dojechać z Krakowa na wspólne grzybobranie. Cała ekipa już w komplecie ruszyła żwawo na polowanie. Nasi przewodnicy zabrali nas do lasu, którego jeszcze nie poznałam ( co mnie nawet zdziwiło ). Po kilku godzinach każdy z nas miał sporo w koszyku.
Jednak nie do końca zadowoleni wdepnęliśmy jeszcze w dwa miejsca ale była to strata czasu. Wygłodzeni, wyziębieni ale dotlenieni wróciliśmy do naszej kwatery. Jedni wybrali bar z pierożkami, a inni pognali na rybkę. Późnym popołudniem Natalia z Anią pojechały na nocleg do rodziny Kazia, a reszta wygrzewała się przy kominku wspominając miniony dzień i planując niedzielne przedpołudnie. Wieczorkiem postanowiliśmy pogrilować. Taka kolacja na świeżym acz zimnym powietrzu była wyborna. Resztę wieczoru ogrzewaliśmy zdrętwiałe członki poddając się niejednokrotnie drzemce.
Niedzielne grzybobranie to było apogeum naszego spotkania. Od dawna wiedziałam, że Kaziu ma rodzinę w okolicach Gorlic ale nie wiedziałam, że to też grzybiarze. Kaziu zabrał nas do swojego dziewiczego lasu, obfitującego w różniaste grzyby.
Nie robiłam fotek bo czas nas gonił, każdy z nas chciał zdążyć na wybory. Kosze szybko się zapełniały, a Kaziu ze swoich miejscówek przyniósł kilka borowików dorodnychi koźlarzy. Kto miał drugi kosz lub anużkę, zrobił drugą rundę. Dawno nie widziałam tyle szczęścia w oczach grzybiarzy, a dla mnie to było pierwsze tak udane grzybobranie w tym sezonie.
Ciekawi mnie jedno las podobny do tych z soboty, a tak grzybodajny mimo wrześniowej suszy. Jesteśmy zaproszeni na następne grzybobranie w niedzielę. Będę miała czas aby pofocić grzybki, które spotkałam w tym magicznym lesie. Cały poniedziałek robiłam rydze na różne sposoby, moje pierwsze tegoroczne przetwory będziemy degustować na najbliższym spotkaniu. Grzybobrania w tak miłej atmosferze długo pozostaną w mojej pamięci. I brakowało nam tylko Józka, Eli i Wita z rodznką a o Maryjce i Wafku nie wspomnę.
El@

