Get Adobe Flash player

i

Organizujemy

Pogoda dla Polski
Odwiedzających
mod_vvisit_counterdzisiaj1027
mod_vvisit_counterrazem525944

Aktualnie: gości 10 połączonych

Noworoczne rozpoczęcie sezonu - Stryszawa 2011

 

Galeria foto - El@ 
Galeria foto - Wito
Galeria foto - meryt
Galeria foto - Maryjka

W dniach 21 - 23.01.2011 w Stryszawie odbyło się Noworoczne Rozpoczęcie Sezonu. Członkowie i sympatycy Stowarzyszenia otworzyli kolejny sezon szkoleniem i tradycyjnym kuligiem. Rozejrzeliśmy się po okolicznych lasach.  Spotkaliśmy  grzyby nadrzewne, które w zimowej scenerii łatwiej dostrzec a i prezentują się jakby okazalej  



 Pozostało więc zaopatrzyć się w ciepłą odzież, uzbroić w aparaty fotograficzne i wyruszyć na spotkanie. Zachęcona ostatnimi doniesieniami Wita o pojawieniu się dużej ilości uszaków postanowiłam zapakować dwie szafy ciuchów i opuścić na tydzień mroźną Skandynawię. Miałam nadzieję zagrzać się trochę w Polsce i przy okazji wyskoczyć na noworoczne grzybobranie.

Jednak w głębi serca najbardziej cieszyłam się na spotkanie z grzybowym towarzystwem z „tego stowarzyszenia”. Wspominając wcześniejsze spotkania radość była uzasadniona. Ostatnie przykre doniesienia o różnorakich wycieczkach lotniczych i finałach lądowań odłożyłam w najdalsze zakątki pamięci i pozostając na kursie, i na ścieżce szczęśliwie przeleciałam obszar trzech państw. Jak się później okazało moje plany związane z dogrzaniem organizmu runęły w gruzach, bo przywlokłam za sobą kolejny zmasowany atak zimy. Właściwie nie mogę mieć pretensji, bo skoro Stowarzyszenie ma w planach organizację kuligu to chyba jasne, że zima jest do tego potrzebna jak deszcz grzybom.

Noworoczne otwarcie sezonu tego roku odbyło się w Stryszawie, uroczej miejscowości w okolicy Suchej Beskidzkiej. Dotarcie do Chatki wyszukanej przez naszego tropiciela El@ utrudniała śnieżna zadyma i część trasy musieliśmy pokonać piechotą. Zmarznięci i obładowani bagażami przybyliśmy w końcu do cieplutkiej stylowej chaty gdzie ekipa z Ryczowa i okolic czekała na nas zebrana wokół kominka. W taki zimowy czas zbawienna pozostaje góralska herbatka, którą raczyliśmy się oczekując następnych gości. Kolejne godziny upływały nam jednak na próbach złapania sygnału w telefonach, bo jak na koniec świata przystało byliśmy odcięci od możliwości kontaktów telefonicznych. Błądząc w zaspach udało się znaleźć kawałek kreski na skali zasięgu i zlokalizować zaginionych, którzy od godziny zwiedzali okolicę w poszukiwaniu miejsca spotkania. Prezes dotarł trochę spóźniony, ale za to z dobrą nowiną. Towarzystwo w jednej z zagród na jego farmie powiększyło się o trzy urocze kózki. Postanowiliśmy im nadać grzybowe imiona a zatem nazywać się będą: Amanita, Tremella i Laccaria.

Wieczór pierwszy postanowiliśmy przeznaczyć na sprawy organizacyjne Stowarzyszenia. Udało się nam połączyć internetowo z Wafkiem, który pozostał w swojej skandynawskiej gawrze. Tego dnia odbyła się również premierowa odsłona nowej szaty naszego portalu. A potem były uciechy i trele, i rozmowy o taaaaakich grzybach aż do świtu. Wafek w tle nasłuchiwał naszych uciech pracując równocześnie nad kosmetyką strony Stowarzyszenia. Z opowiadań wiem, że o 5 rano El@, Meryt i Wafek jeszcze prowadzili konsultacje w tej sprawie:) Podziwiam, zatem ich poświęcenie i pracowitość.

 Sobotni dzień zapowiadał się pełen wrażeń, zaplanowaliśmy połączenie rzeczy przyjemnych z pożytecznymi. Prócz rozrywki zaplanowaliśmy również organizację cyklu szkoleń dotyczących zatruć grzybami. Zaproszeni wykładowcy, specjaliści z dziedziny toksykologii obszernie i wyczerpująco przedstawili szczegóły dotyczące zatruć grzybami w tym również halucynogennymi, uzupełniając wykłady opisem przypadków klinicznych. Dla mnie osobiście ważną rzeczą było wyjaśnienie odnotowywanych i szeroko opisywanych ostatnio zatruć Gąską zielonką. Wykład z zakresu zatruć grzybami halucynogennymi był istotny, ponieważ po raz pierwszy miałam okazję dowiedzieć się rzeczy, których na pewno nie znalazłabym w Internecie ani też w publikacjach dostępnych na rynku. Dodatkowo szczegóły zatrucia przekazywane przez specjalistę, bezpośrednio zajmującego się pacjentem i prowadzącym jego leczenie są dla mnie cennym i wiarygodnym źródłem.

 Późnym popołudniem rozpoczęliśmy rozgrzewkę przed zbliżającym się kuligiem. Panowie uruchomili swoje zapasy i nastał czas kosztowania mikstur i nalewek. Degustowaliśmy dereniówkę, rumówkę, pieprzówkę i chciałoby się napisać, że reszty nie pamiętam, ale może to być odebrane w dwójnasób. Nie, nie… nie idziemy tą drogą hahaha.

Odziani w kufajki, ciepłe kalesony i skarpety z wełny owczej, zaopatrzeni w suchy chleb i cukier dla koni gotowi byliśmy wsiąść do sań. Pozostało odpalić pochodnie i z kopyta na kulig rwać. Jednak cały czar prysnął, kiedy wozy podjechały zaprzęgnięte w 80 koni, ale o zgrozo mechanicznych, parskających spalinowymi wyziewami. Na gościniec wjechał koń trojański na ropę, z zabytkową karoserią marki Ursus pamiętającą wczesnego E .Gierka. El@ organizator tej imprezy, dała taki wyraz niezadowoleniu , że dolina się zatrzęsła, a echo prawie ogłuchło. Do dzisiaj zrywam się po nocach i słyszę ten krzyk - a koniki gdzie?!!! Od miejscowych woźniców dowiedzieliśmy się, że prawdziwych koni już nie ma tylko spalinowe zostały, bo świat z postępem idzie. Panicko takich oto dożyliśmy czasów ! Zrobiła się zadyma śnieżna i słowna, szoferów odprawiliśmy z kwitkiem i rwali w otchłań , aż się kurzyło.

Pomimo małej irytacji nie straciliśmy poczucia humoru i uruchomiliśmy plan B udając się na kulig piechotą. Przy pełni księżyca podziwialiśmy pobliski wodospad, odwiedziliśmy osiedle pszczół o wdzięcznej nazwie Pasieka i włóczyliśmy się po okolicy nasłuchując rżenia choćby starej szkapy na pocieszenie. Zgasły światła pochodni, pieszy kulig zakończył się ogniskiem, a my smakowaliśmy pyszne kiełbaski, choć mróz skrzypiał pod stopami. A potem były uciechy i trele, tańce swawolne i Wito z cygarem przy kominku. Abdul snuł donośne opowieści o egipskich rekinach mordercach i kobietach beduińskich. ElaP upodobała sobie jedno z pomieszczeń i spędziła tam trzykrotny WC - kwadrans. Meryt z kącika fotorejestrował przebieg zdarzeń, a Lucynka relacjonowała skoki narciarskie i wyjaśniała szczegółowo upadek Małysza. Tylko Prezesa mi było trochę żal, bo myślami często był na ukochanej farmie martwiąc się o swój nowy przybytek.

Podczas spotkania nie obyło się oczywiście bez degustacji grzybów. Zostały wymienione przepisy na zaprawy oraz omówione szczegóły kulinarne i sposoby preparowania marynat. Zatorskie ogórki kiszone tradycyjnie gościły na stole.

Ostatni dzień pozostawiliśmy sobie na długi spacer po okolicy w poszukiwaniu grzybów. Widoki Stryszawy są bajkowe szczególnie w zimowej szacie. Udało się wytropić kilka grzybozmarzlaków i wiemy, że należy tam wrócić w trakcie grzybowego sezonu.

Na koniec pozostaje tylko napisać: Sezon Grzybowy 2011 uważamy za otwarty!

PS: Wylądowałam szczęśliwie. STOP. Na termometrze – 13. STOP. Wszędzie czuję egipskie perfumy Abdula. STOP. Nie mam kominka ani cygara. STOP. Po co rozpakowałam walizy to nie wiem, bo już chcę wracać. STOP. Siedzę na galerii i wspominam. STOP. I tak aż do maja STOP. Pozdrowienia od Wafka. STOP. A koniom mechanicznym zdecydowanie NIE! STOP.

Maryjka

 

Komentarze...

 

 

 

 

 

Wydarzenia

Wigilijka z grzybami

Wieliczka 2011

Patriotyczne spotkanie

2011-11-11

Rydzobranie

Folusz 2011

XV Święto Grzybów

Węgliniec 2011

Radawa 2011

Nagrywamy



dla TVN 24

Dzień Grzybiarza



Kudłacze 2011

Smardzowanie

Brezovica 2011

Otwarcie sezonu

Stryszawa 2011

Wystawa Grzybów

Ogród Botaniczny UJ Kraków 2010

Rydzobranie 2010

Folusz 8 - 10.10.2010

Szkolenie

Profilaktyka

Zatruć Grzybami